Miejsce, które uzależnia. South Lake Tahoe.

By on August 24, 2015

I oto trafiliśmy do MIEJSCA gdzie 7 lat temu przeżyłam swoją pierwszą amerykańską przygodę. Gdzie podczas trzech miesięcy dzielnie pracowałam jako baristka w Starbucksie i wypiłam niezliczoną ilość kawy. MIEJSCE w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia, o którym myślałam przez te wszystkie lata – zawsze z ogromnym sentymentem. Nawet układając plan podróży dookoła świata nie wyobrażałam sobie żeby tego MIEJSCA nie odwiedzić…
To MIEJSCE to South Lake Tahoe.
Do zdrobniale nazywanego przeze mnie Tahocinka, przyjechaliśmy już w poniedziałkowe popołudnie. Pomimo że z Reno do Tahoe jest tylko kilkadziesiąt kilometrów, to podróż dwoma busami z przesiadką trochę nam zajęła…

Takim niebieskim busikiem transportowaliśmy się do SLT.

Takim niebieskim busikiem transportowaliśmy się do SLT.

To jednak nic w porównaniu do świadomości jaka nam wtedy towarzyszyła. W trakcie jazdy przez góry byłam już mocno podekscytowana i z każdym mijanym zakrętem wypatrywałam upragnionego jeziora. W końcu pojawiło się gdzieś w oddali, a ja poczułam ulgę. My naprawdę tam jedziemy!
Ciemnoszare chmurzyska kłębiły się nad nami już od dłuższego czasu i przed samym wjazdem do uroczego miasteczka spadł intensywny grad.
Gdy wysiedliśmy z busa zobaczyliśmy znajomą, uśmiechniętą twarz oczekującą na M&M’sy. Henio zawiózł nas do mieszkania, które dzieli wraz z sympatycznym Bogusiem. Dzięki uprzejmości i gościnie chłopaków mogliśmy się u nich na trochę zatrzymać.
Gdy piszę to z perspektywy kilku tygodni od razu nasuwa mi się myśl: dawno nie czuliśmy takiego komfortu psychicznego jaki wtedy mieliśmy. Bez wątpienia był to dla nas jeden z lepszych okresów w podróży. W przepięknym miejscu, z zaufanymi ludźmi, w niepowtarzalnej atmosferze – czego chcieć więcej. No może tylko lepszej pogody, która przez pierwsze dni nas zbytnio nie rozpieszczała (włącznie z kolejnym gradem, który zaskoczył nas gdzieś w trakcie jazdy autem i popsuł plany zwiedzania zatoki Emerald).

Letnie anomalie pogodowe.

Letnie anomalie pogodowe.

A takie kulki spadały z nieba ;)

A takie kulki spadały z nieba 😉

Mimo że pogoda na początku nie pozwalała na pełne odkrywanie uroków Tahocinka – już drugiego dnia zabrałam Michała na spacer, żeby pokazać znajome miejsca sprzed lat. Wejście do kasyna, a potem zobaczenie ówczesnego miejsca pracy wywołało we mnie pozytywny dreszcz emocji. Nie spodziewałam się, że jeszcze tutaj wrócę. I to w takich okolicznościach – już z mężem, w trakcie podróży dookoła świata.

Malwka podczas pracy w Starbucks'ie. Lato 2008!

Malwka podczas pracy w Starbucks’ie. Lato 2008!

W głębi ducha już od jakiegoś czasu czekałam na ten moment. W końcu przeżyłam tutaj wspaniałe lato tuż po pierwszym roku studiów; zwiedziłam mnóstwo niesamowitych miejsc, dostałam pierwszą poważną pracę na cały etat, zarobiłam na laptopa i inne własne zachcianki, poznałam świetnych ludzi, szlifowałam angielski i mnóstwo nauczyłam się o sobie samej. Śmiało mogę stwierdzić, że zasługę trafienia do tego miejsca mogę przypisać siostrze, która była już w South Lake Tahoe oraz rodzicom, którzy poniekąd namówili mnie do wyjazdu o takim charakterze. I tak sobie teraz myślę, że to chyba od tego momentu zaczęły się potem kolejne wojaże, w zupełnie inne zakątki globu…
Początkowo nie chcieliśmy zbyt szybko upubliczniać zdjęć miejscówki w której się znajdowaliśmy. Przedstawienie jeziora Tahoe czy samego miasteczka w scenerii atramentowych chmur i regularnych opadów deszczu… Nie! Nie ma mowy! To nie taki krajobraz okolicy chcieliśmy pokazać w środku lata! Codziennie sprawdzaliśmy więc prognozy, aż po kilku dniach obudziły nas promienie słońca. Wskoczyliśmy na rowery i pojechaliśmy na pobliską plażę. Moment zanurzenia się w orzeźwiających, krystalicznie czystych wodach jeziora był czymś wyjątkowym.

To ten dzień. To ta chwila.

To ten dzień. To ta chwila.

Ten dzień zapoczątkował w Tahoe idealną, letnią pogodę, a my beztrosko korzystaliśmy z wszystkich jego dobrodziejstw. A na nudę nie narzekaliśmy 😉 Pływanie skuterami wodnymi czy motorówką, trekking w górach, wycieczki rowerowe, zlot amerykańskich samochodów, grill w wyborowym, polonijnym towarzystwie czy szalona impreza w kasynie to tylko nieliczne z atrakcji, jakie zapewnili nam nasi rummejci i za które jesteśmy Im ogromnie wdzięczni! Oczywiście, nie sposób zapomnieć o wspólnych wieczornych (tudzież porannych 😉 ) pogawędkach, których nam teraz bardzo, bardzo brakuje!

Z naszymi rummejcikami - Heniem i Bodziem podczas chilloutu na motorówce :)

Z naszymi rummejcikami – Heniem i Bodziem podczas chilloutu na motorówce 🙂

Od prawej Mahrita, Maciek, Malwka i Bodek.

Od prawej Mahrita, Maciek, Malwka i Bodek.

Szalejemy na naleśniku. Oczywiście ja pierwsza "odleciałam" ;)

Szalejemy na naleśniku. Oczywiście ja pierwsza “odleciałam” 😉

Rower wielofunkcyjny ;)

Rower wielofunkcyjny 😉

Degustacja meksykańskich specjałów.

Degustacja meksykańskich specjałów.

Idealne wakacje!

Idealne wakacje!

Plaża Secret Harbour.

Plaża Secret Harbour.

Juhuuuuu! :)

Juhuuuuu! 🙂

Chwila dla siebie.

Chwila dla siebie.

Trekking w przepięknej, górskiej scenerii. Za nami jezioro Avalanche.

Trekking w przepięknej, górskiej scenerii. Za nami jezioro Avalanche.

Pogromcy fal. Aż nam zleciały czapki! :)

Pogromcy fal. Aż nam zleciały czapki! 🙂

Wycieczka dookoła jeziora. Za nami Emerald Bay.

Wycieczka dookoła jeziora. Za nami Emerald Bay.

Podczas pobytu w SLT spotkałam również znajome twarze sprzed lat i za każdym razem było to przemiłe zaskoczenie! Przywoływanie wspomnień, opowiadanie o zmianach jakie zaszły u każdego przez ponad 7 lat… Coś niesamowitego. Takie uczucie, że nie czujesz tej kilkuletniej niebecności w miasteczku. Czujesz się jak u siebie. Wiesz gdzie co jest, wiesz dokąd iść, spotykasz na każdym kroku znajomych. Takie miejsce na drugiej półkuli, do którego zawsze chętnie wrócisz. I to wszystko w akompaniamencie kobaltowego akwenu oraz panoramicznej górskiej krainy. Ostrzegam – ich widok uzależnia i niezwykle ciężko opuszcza się to miejsce po przeszło 20 dniach.

Och i Ach!

Och i Ach!

tahoe (22)

WZP-oki (2)

Rummejci – jesteśmy Wam dozgonnie wdzięczni!
A za podsumowanie niech posłużą słowa zasłyszane od pewnego szczęśliwca mieszkającego w SLT: “Kto raz napije się wody z Tahoe, to na pewno tutaj wróci“.
I coś w tym jest 😉

tahoe (9)

Ostatni wieczór w South Lake Tahoe. Jeszcze tu wrócimy!

ARCHWIUM

Translate »