Śladami piosenki Scotta McKenzie’go. 3 dni z życia w San Francisco.

By on August 2, 2015

Lot relacji Honolulu – San Francisco należał do najbardziej komfortowych jaki do tej pory mieliśmy. Okrąglutkie 5 godzin spędzone pod czerwonym kocykiem sygnowanym liniami Delta Airlines. Do tego brak jakichkolwiek turbulencyjnych drgawek oraz bezpłatny dostęp do filmów i muzyczki. Elegancko. Z tego ostatniego cieszyłam się jednak tylko przez moment. Potrzeba snu była zdecydowanie silniejsza i z uruchomionej filmowej nowości pamiętam tylko intro 😉
Wczesnym rankiem wylądowaliśmy w mieście znanym między innymi z utworu Scotta McKenzie’go – San Francisco. Będąc jeszcze na Hawajach wiedzieliśmy, że przygarną nas pod swój dach hości z couchsurfingu – Agnieszka i Jordan. Ale z nas szczęściarze! Myśleliśmy, że znalezienie w ‘San Franie’ przysłowiowej couchsurfingowej ‘kanapy’ jest niemożliwe, a tutaj takie miłe zaskoczenie! Podążyliśmy więc za falą pasażerów i odebraliśmy z taśmy nasze niebieskie pakunki. Złapaliśmy z lotniska autobus praktycznie prosto przed apartamencik naszych hostów. Od samego początku zostaliśmy przemiło przez nich przywitani i w sumie to postanowiliśmy nie odwlekać na później zwiedzania miasta. Zostawiliśmy plecaki, zabraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wyszliśmy wszyscy razem. Aga i Jordan do pracki, a my na pierwsze podboje SF. Genialna lokalizacja mieszkania umożliwiła nam na swobodny spacerek do najbliższych ciekawych miejsc, bez konieczności używania komunikacji miejskiej. Zbliżając się do jednej z głównych ulic, zwróciliśmy uwagę na liczną obecność bezdomnych. Potwierdziły się informacje, które czytaliśmy wcześniej na blogach. W San Francisco jest MNÓSTWO bezdomnych ludzi. Marketowe wózki czy podziurawione torby ze skromnym ekwipunkiem to niestety wszystko co posiadają. Zadziwiające jest natomiast to, że w momencie gdy my zwracaliśmy uwagę na każdą osobę bez dachu nad głową, mieszkańcy obojętnie ich mijali – tak jakby byli już częścią miejskiego krajobrazu. Smutne.
Spacerowanie po mieście może pozwolić odkryć dużo więcej niż podjeżdżanie wypożyczonym autem do głównych atrakcji – tak jak to robiłam to 7 lat temu. Zdecydowanie warto wtopić się w klimat miasta, a nie podjeżdżać na zatłoczone parkingi i ‘odhaczać’ kolejny z turystycznych punktów…
Poranne kroki wśród wieżowców znajdujących się w biznesowym centrum SF doprowadziły nas do znajdującego się na nadmorskim bulwarze Ferry Building.

Dzielnica biznesowa SF.

Dzielnica biznesowa SF.

Ferry Building

Ferry Building.

W przeszłości stanowił budynek portu dla promów. Obecnie znajdują się tutaj sklepy, restauracje i kawiarnie. Dodatkowo 3 dni w tygodniu organizowany jest Farmers Market, gdzie można spróbować świeżych, organicznych specjałów prosto od lokalnych wytwórców – począwszy od kanapki z awokado, a skończywszy na ostrygach z wymyślnymi sosami.
Pyszności i zapachy dały znać o potrzebie odpoczynku wynikającego z nie do końca przespanej samolotowej nocy i zaprowadziły nas dalej do pobliskiego parku, gdzie na środku zielonej trawki ucięliśmy sobie krótką drzemkę 😉

Drzemka w parku ;)

Drzemka w parku 😉

Z nową energią, w promieniach południowego słońca wybraliśmy się na spacer wzdłuż promenady.

Jeden z kilkunastu pierów.

Jeden z kilkunastu pierów.

Widok na Coit Tower - wieżę zbudowaną za środki finansowej zamożnej mieszkanki SF.

Widok na Coit Tower – wieżę zbudowaną za środki finansowej zamożnej mieszkanki SF.

Niestety nie udało nam odwiedzić więzienia Alcatraz. Miejsce jest na tyle popularne, że w miesiącach letnich wymaga to co najmniej miesięcznej rezerwacji…

Więzienie Alcatraz. Niestety bilety trzeba rezerwować w wakacje minimum z miesięcznym wyprzedzeniem...

Więzienie Alcatraz. Niestety bilety trzeba rezerwować w wakacje minimum z miesięcznym wyprzedzeniem…

Naszym celem była więc kolejna interesująca miejscówka – słynny Pier 39.

Słynna Fisherman's Wharf.

Słynna Fisherman’s Wharf.

Miejsce to słynie między innymi kalifornijskich lwów morskich wylegujących się na drewnianych dokach. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy po przybyciu zastaliśmy tylko jedną, leniwie śpiącą sztukę 😉 Okazało się, że w tym okresie tj. czerwiec i lipiec, lwy morskie migrują na południe i w zatoce pozostają tylko nieliczne osobniki…

Porównanie ilość lwów morskich. Z lewej sierpień 2008, z prawej początek lipca 2015.

Porównanie ilość lwów morskich. Z lewej sierpień 2008, z prawej początek lipca 2015.

Niedaleko od nadmorskich atrakcji znajdował się przystanek jednej z bardziej popularnych tras wykonywanych przez tradycyjne środki transportu, tzw. cable cars. Te niezwykle stylowe tramwaje liniowe są jednym z elementów klimatu San Frana i przejażdżka nimi już sama w sobie stanowi niebywałą przyjemność. Zrezygnowaliśmy jednak z kursu po tym jak zobaczyliśmy zakręcającą w zygzaki kolejkę turystów… 😉

Tramwaje liniowe.

Tramwaje liniowe.

Puste tramwaje czekają na kolejnych turystów. Wykorzystujemy okazję na szybką fotkę ;)

Puste tramwaje czekają na kolejnych turystów. Wykorzystujemy okazję na szybką fotkę 😉

Spacer po mieście znanym ze stromych wzgórz, ulic i mieszanki stylów architektonicznych jest równie zachwycający.
Niedaleko znajdowała się za to jedna z najbardziej krętych ulic świata – Lombard Street.

Najbardziej kręta ulica świata.

Najbardziej kręta ulica świata.

Przepiękny kwiecisty klimacik.

Przepiękny kwiecisty klimacik.

W popołudniowym świetle była jednak bardzo oblegana przez turystów, więc pstryknęliśmy kilka fotek i spontanicznie trafiliśmy do uroczego parku na włoskiej dzielnicy. Przy zachodzącym świetle, park wypełnił się mieszkańcami relaksującymi się na trawie… Taka atmosfera bardzo nam się udzieliła i po odpowiedniej dawce relaksu wróciliśmy do mieszkania. Razem z Agnieszką i Jordanem obejrzeliśmy na projektorze jeden z odcinków ‘Orange is the New Black’ 🙂

Kolejnego poranka wspólnie zdecydowaliśmy, że wybierzemy się do najważniejszego symbolu miasta – mostu Golden Gate. Dojazd komunikacją miejską chwilę nam zajął ale gdy dojechaliśmy na pierwszy punkt widokowy byliśmy zachwyceni! Nie tylko mostem ale również wspaniałą pogodą!

Jeden z punktów widokowych na Golden Gate.

Jeden z punktów widokowych na Golden Gate.

Tego dnia na licznik WZP wskoczyło 6 miesięcy w podróży!

Tego dnia na licznik WZP wskoczyło 6 miesięcy w podróży!

Bardzo często most jest skąpany we mgle i widoczność jest naprawdę kiepska. Tym razem widoki do fotografowania były idealne! Kilkukilometrowy spacer był ciągiem przystanków, podczas których zachwycaliśmy się cudownymi widokami i łapaliśmy mnóstwo kadrów.

Golden Gate z drugiej strony zatoki.

Golden Gate z drugiej strony zatoki.

Panorama San Frana.

Panorama San Frana.

Ostatni dzień poświęciliśmy na eksplorację głębi miasta. Zaczęliśmy od placu Union Square, a potem odwiedziliśmy park Alamo i znajdujący się tuż obok szereg domów ‘Painted Ladies’.

Serducho przy Union Square :)

Serducho przy Union Square 🙂

Painted Ladies.

Painted Ladies.

Są one dość charakterystyczne dla klimatu miasta, a w tej okolicy występują w szczególnym zagęszczeniu. Jeden z nich kojarzy się nam z popularnym amerykańskim serialem ‘Pełna chata’ 😉 Z tego co wiemy nie jest na sprzedaż, a jego wartość wyceniono na ok. 4 mln $! Przy odrobinie szczęścia i przychylnej pogodzie można z parku Alamo zobaczyć fantastyczną panoramę miasta. Niestety taki widok towarzyszył nam tylko przez moment. W ciągu kilku chwil miasto pokryło się gęstą mgłą i pokrzyżowało nam dalsze plany w związku ze zdobyciem wzgórza i jednego z lepszych punktów obserwacyjnych w mieście – Twin Peaks.

Widząc nadchodzącą mgłę zrezygnowaliśmy ze wspinaczki na Twin Peaks...

Widząc nadchodzącą mgłę zrezygnowaliśmy ze wspinaczki na Twin Peaks…

Na zakończenie dnia postanowiliśmy przedostać się jeszcze do Palace of Fine Arts – zachwycającego miejsca znanego ze spektakularnych budowli. Przepiękne, inspirujące miejsce!

Palace of Fine Arts.

Palace of Fine Arts.

Wieczór spędziliśmy w towarzystwie najfajniejszej pary z SF – Agnieszki&Jordana. Popijając kalifornijskie winko rozmawialiśmy na wszelkie możliwe tematy.

Najfajniejsza para w SF!

Najfajniejsza para w SF!

Wspaniałe jest to, że w trakcie podróży poznajemy niesamowitych ludzi, którzy bezinteresownie nam pomagają. Wspaniałe jest to, że otwierają przed nami swoje domy, życie, historie i ciepłe serca. Każda z poznanych osób jest inna i wyjątkowa. Dzięki takim ludziom nasza podróż nabiera zupełnie innego wymiaru. Kiedyś my komuś pomogliśmy, a dziś ktoś pomoże nam. Dobra karma zawsze powraca!

  • Iza / Spojrzenie na świat

    Niedawno też byliśmy w San Francisco i co ciekawe, nasze wrażenia są bardzo podobne: http://spojrzenie-na-swiat.com/if-youre-going-to-san-francisco/
    Jaki kolejny cel?
    Pozdrawiamy z Las Vegas i życzymy wyjątkowych wrażeń podróżniczych!

  • http://www.wszystkozapodroz.pl/ WSZYSTKO ZA PODROZ

    Hej Iza, w SF byliśmy na początku lipca tylko obecnie nadrabiamy zaległości 😉 Vegas też odwiedziliśmy, a potem zrobiliśmy rundkę po parkach 🙂 Obecnie jesteśmy w South Lake Tahoe! Pozdrawiamy gorąco! 🙂

ARCHWIUM

Translate »