USA Road Trip część 2: Parki Narodowe i Kaniony Arizony.

By on September 9, 2015

Ale mamy super furę na naszego tripa! – usłyszałam od Michała przekraczającego próg hotelowego pokoju w Vegas.
To znaczy jaką? – oderwałam wzrok od laptopa w oczekiwaniu na entuzjastyczną wiadomość.
No mówię Ci Malwka, takiej jeszcze nie widziałaś. Błękitna Kia Picanto z 2005 roku! Mega ekonomiczne auto – takie jak chcieliśmy. Innych nie mieli, w końcu była to wypożyczalnia na jakimś mało znanym, rzadko uczęszczanym lotnisku.
Hmmm, no OK. Zaczerpnęłam wiedzy u wujka Google i na widok grafiki prostokątnej chmurki uśmiałam się po pachy.
Będzie super – pomyślałam, spoglądając jednocześnie z lekkim niedowierzaniem na plecaki i dodatkowy ekwipunek kempingowy… 😉

Nostalgicznym spojrzeniem pożegnaliśmy nieprzezwoicie luksusowy pokój w hotelu Stratosphere… Człowiek jednak bardzo szybko przyzwyczaja się do takich wygód, (szczególnie po ponad 7 miesiącach tułaczki i sypiania w różnych miejscach).

Wybiła 11 przed południem. Szybkie wymeldowanie i drepczemy w kierunku tej naszej błękitnej chmurki. Daremnie rozglądam się w poszukiwaniu prostokątnego modelu zapamiątanego z całego zbioru googlowych grafik. Z lekkim zaniepokojeniem pytam nawet Michała czy zaparkował na pewno na 4 piętrze. Aż tu nagle, mój małżonek wyciąga pilot i za pomocą jednego, magicznego ‘piip’ otwiera drzwi od wypasionego Hyundai’a Sonaty…
Dałam się oczywiście nabrać i moje wizje na temat jazdy z plecakiem na kolanach legły w gruzach 😉
Wrzucamy do pojemnego bagażnika naszej Sonatki cały podróżniczy ekwipunek, przybijamy piątkę i ruszamy w drogę. Przed nami 7 dni przygody i odkrywania cudów natury w stanach Nevada, Arizona oraz Utah.

To jak, ruszamy? 🙂 Zabieramy Was na wycieczkę po parkach narodowych Arizony!

Zamiast Picanto - Sonatka

Zamiast Picanto z 2005 roku – taka hybrydowa Sonatka

#Zapora Hoovera i Jezioro Mead.
Pierwszy przystanek znajduje się relatywnie blisko Las Vegas. Na tyle blisko, że każdy kto jest w Vegas i ma kilka godzin wolnego czasu może wyskoczyć sobie na taką wycieczkę. Zapora Hoovera jest zdecydowanie bardziej rozsławiona niż utworzone nad nią sztuczne jezioro Mead. Nie spodziewaliśmy się natomiast takiej ilości odwiedzających, dlatego co najmniej kilkanaście minut kręciliśmy się w poszukiwaniu jakiegoś darmowego parkingu… No cóż, okres wakacyjny Amerykanów i nie tylko.
Gdy wyszliśmy z auta, uderzyła nas ściana gorącego powietrza. Szybko powędrowaliśmy w stronę tamy, a gdy po 5 minutach opróżniliśmy 2 litrową butelkę wody, postanowiliśmy przyspieszyć zwiedzanie 😉 Sama zapora zrobiła na nas spore wrażenie, nie tylko pod względem technologii budowy ale także rozmiaru. Ona jest po prostu ogromna!

Zapora Hoovera

Zapora Hoovera

Tony betonowej masy i my, tacy malutcy.

Tony betonowej masy i my, tacy malutcy.

Niewątpliwie, najbardziej porywający widok na zaporę i rzekę Kolorado roztaczał się z mostu Hoover Dam Bypass, znajdującego się na granicy stanów Nevada i Arizona. Coś niesamowitego.

Widok na tamę z mostu.

Widok na tamę z mostu.

Przystanek na obiadową sałatkę postanowiliśmy zrobić na punkcie widokowym na jezioro Mead. Z taką panoramą konsumpcja ma zupełnie inny wymiar. Bezspornie.

Jezioro Mead.

Jezioro Mead.

#Route 66
W miejscowości Kingman, zboczyliśmy na odcinek sławnej, historycznej trasy 66. Wyczytaliśmy, że ponoć to ten jeden z piękniejszych. Na ten moment czekaliśmy od bardzo dawna. Marzenie z dzieciństwa zostało urzeczywistnione. Błękitna chmurka przeniosła nas do zapachu westernów, opuszczonych, wysłużonych amerykańskich pojazdów i tandetnych moteli.

Pusta i długa 66.

Pusta i długa 66.

do posta (84)

OBROBKA1 (4)

do posta (96)

DCIM100GOPROG0124103.

W środku opuszczonego autobusu…

Dosłownie jakby zadziałał wehikuł czasu. Ruch samochodowy osłabł na tyle, że tylko sporadycznie mijały nas jakieś pojazdy… My natomiast co chwilę otwieraliśmy ze zdumienia oczy i zatrzymywaliśmy się, aby poczuć jeszcze głębiej ten wyjątkowy klimat i uchwycić niepowtarzalne kadry. Te miejsca aż pachniały historią! A do tego wszystkiego zastał nas zachód słońca… Pięknie, po prostu pięknie.OBROBKA1 (3)

do posta (49)

do posta (54)

#Wielki Kanion Kolorado
Pewnie wszyscy słyszeli o Wielkim Kanionie Kolorado, często żartobliwie nazywanym “najpiękniejszą dziurą świata”.
Rozciągnięty na kilkaset kilometrów geologiczny cud powstały na przestrzeni 6 milionów lat zachwyca na każdym kroku. Chluba Arizony, miejsce bezsprzecznie warte odwiedzenia podczas pobytu w USA. Wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO został uznany jako najbardziej spektakularny przełom rzeki na świecie. Zobaczyliśmy i w 100% zgadzamy się z powyższą informacją.
Z racji delikatnej presji czasu, zobaczyliśmy tylko namiastkę tego co w rzeczywistości można doświadczyć eksplorując piękno Kanionu. Obiecaliśmy sobie jednak, że kiedyś tu wrócimy aby odbyć jeden z kilkudniowych szlaków do dna Kanionu albo doznać niezapomnianych wrażeń podczas spływu pontonem z bystrym nurtem rzeki Kolorado.
Wczesnym rankiem zaparkowaliśmy auto niedaleko informacji turystycznej i rozpoczęliśmy kilkukilometrowy spacer wzdłuż południowej krawędzi, korzystając z popularnego szlaku ‘South Rim Trail’. Widoki jakie rozpościerają się z poszczególnych punktów są po prostu oszałamiające. Kolosalna, działająca na wyobraźnię przestrzeń, która mieni się tysiącem ciepłych barw, a swoich kształtach przybiera najrozmaitsze formy. Człowiek czuje się w takim momencie jak ziarenko piasku. Jesteśmy my i jest trójwymiarowe przestworze, które niełatwo objąć wzrokiem.

Ach...

Ach…

do posta (89)

do posta (92)

do posta (80)

Brązowa rzeka Kolorado.

Brązowa rzeka Kolorado.

do posta (77)
Warto również wspomnieć o dwóch popularnych szlakach prowadzących do dna Kanionu: Bright Angel oraz South Kaibab Trail. Na ich przejście nie mieliśmy już jednak czasu.

#Horseshoe Bend
Kto by pomyślał, że z początku niepozorna podkowa zrobi na nas takie wrażenie. Ot, pewnie jakiś tam kolejny widoczek na rzekę Kolorado – pomyśleliśmy.
Późnym popołudniem dotarliśmy na miejsce i po kilkunastu minutach zobaczyliśmy coś takiego.

do posta (50)
Zaniemówiliśmy.
Naszym oczom ukazała się rzeka Kolorado w zupełnie innym odcieniu (o wiele przyjemniejszym niż jej brązowy koloryt w Wielkim Kanionie), zawijająca i jednocześnie tworząca kształt podkowy w zjawiskowym kanionie Glen. Do tego spektaklu przyrody dorzucono nam jeszcze wyjątkowy zachód słońca.

...

W drodze do auta usłyszeliśmy język ojczysty i w ten sposób poznaliśmy Magdę i Daniela. Tak nam się miło rozmawiało, że postanowiliśmy pojechać do pobliskiego miasteczka Page – na kemping gdzie nasi nowi znajomi mieli już rezerwację. Dzięki ich uprzejmości mogliśmy rozbić nasz przenośny domek, a potem gawędzić do późnych godzin nocnych.

Z Magdą i Danielem :)

Z Magdą i Danielem 🙂

Kemping w Page.

Kemping w Page.

Przyznam, że do tej pory Horseshoe Bend okazał się największym zaskoczeniem na trasie. Zaskoczył nas dwukrotnie: za pierwszym razem oraz gdy powróciliśmy kolejnego dnia żeby zobaczyć podkowę w dziennym świetle.

Podkowa za dnia.

Podkowa za dnia.

I jeszcze jedno! ;)

I jeszcze jedno! 😉

#Lower Antelope Kanion
Niedaleko miasteczka Page, na terytorium plemienia Navajo znajduje się jedno z najchętniej odwiedzanych i fotografowanych miejsc w zachodnim USA. Mowa oczywiście o kanionie Antylopy. Geneza jego powstania jest równie interesująca jak samo odwiedzenie wnętrza kanionu. Wymywanie pomarańczowo-czerwonego piaskowca przez błyskawiczne powodzie oraz działające siły wiatru utworzyły najbardziej bajkowe kurozium, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Aby móc pozachwycać się kanionem należy uiścić kilkudolarową opłatę za wjazd na terytorium rezerwatu, a następnie wykupić wycieczkę z przewodnikiem do górnego(*droższego) bądź dolnego (*tańszego) kanionu (albo obydwu 😉 ). Opcji zwiedzania na własnę rękę niestety nie ma. Specyfika kanionu oraz występowanie błyskawicznych powodzi powodują realne zagrożenie utopienia, nawet z przewodnikiem. Przywołać można tutaj tragiczne wydarzenie z 1997 roku, gdzie kilkunastu turystów utonęło wskutek niespodziewanej burzy z piorunami. Kamieniste dno oraz zerwane drewniane barierki uniemożliwiły bezpieczne wydostanie się z podstępnych szczelin piaskowca. Cudem przeżył jedynie przewodnik, który był wcześniej przeszkolony…I choć od tego czasu minęło kilkanaście lat, a barierki wymieniono na metalowe ze specjalnymi zabezpieczeniami, przed każdym wyjściem przewodnicy szczegółowo analizują niebo. Nikt nie chce przecież powtórki tego katastrofalnego wydarzenia…
Zdając sobie sprawę, że górny kanion jest w sezonie wakacyjnym częściej odwiedzany – szczególnie ze względu na występujące w południe tzw. słupy świetlne, postanowiliśmy udać się do tego dolnego. Oczywiście bez żadnej rezerwacji. Mimo wszystko ilość pojazdów na parkingu nas przeraziła. Spodziewaliśmy się kilkugodzinnego czekania w klimatyzowanej poczekalni. W kolejce słychać kolejne umawiane dla grup godziny… Oj to trochę poczekamy – zerkamy na siebie nieco zrezygnowani. Z nadzieją na łut szczęścia podchodzimy do uśmiechniętego Indianina w recepcji.
Dzień Dobry! Jaki jest najwcześniejszy termin?
A ile osób? – odpowiada recepcjonista.
2.
Ktoś zrezygnował. Jeśli chcecie mam 2 miejsca, ale wejście jest już za 12 minut.
?! OCZYWIŚCIE, ŻE CHCEMY – odkrzyknęliśmy uradowani.

W ciągu kilku sekund byliśmy już wpisani do zeszytu i w te pędy pobiegliśmy do auta po aparaty, kamerki, wodę, czapki na głowę, kremy do opalania, i nie pamiętam po co jeszcze. Wszystko działo się tak szybko i niezbędny ekwipunek dosłownie podskakiwał nam w rękach.
Ale zdążyliśmy. Stawiliśmy się na czas. Po chwili poznaliśmy naszego pogodnego przewodnika i ruszyliśmy do kanionu. Strome, metalowe schodki przeniosły nas do innego wymiaru. Chyba nawet nie jestem w stanie opisać jak zachwycającą wycieczkę przeżyliśmy. Mimo sporego zagęszczenia turystów, nasz przewodnik doskonale wiedział jak pokierować grupą żeby stworzyć perfekcyjne warunki do fotografii i obserwacji. Ja i tak czułam się jakby cały kanion był tylko dla nas. Dotykaliśmy chropowatych ścian piaskowca, obserwowaliśmy niebywałą grę świateł, przeciskaliśmy się przez wąskie korytarze czerwonego labiryntu.

do posta (58)

OBROBKA1 (8)

OBROBKA1 (7)

do posta (68)

do posta (55)

do posta (62)

Słychać było dźwięk migawki od ilości wykonywanych zdjęć. Jestem przekonana, że każdy kto odwiedził to miejsce chciałby trwale zatrzymać te monumentalne obrazy. Szkoda tylko jednej rzeczy, a mianowicie takiej, że po niecałej godzinie doszliśmy już do końca tej bajki. Na “stały ląd”.

Wyjście z bajki...

Wyjście z bajki…

ARCHWIUM

Translate »