USA Road Trip część 3: Parki Narodowe i Kaniony Utah.

By on October 13, 2015

Gubimy się. Aplikacja maps.me zawodzi. Zostajemy wyprowadzeni przez mobilny GPS na jakąś wąską, ubitą drogę prowadzącą wzdłuż skał.
Na początku myślimy, że może to tylko jakiś krótki odcinek. Nic z tego. Lądujemy na pustkowiu. Po kilku minutach niezwykle uważnej jazdy, dostrzegamy, że całe auto jest już zakurzone od chmury piasku wydobywającego się spod kół naszej hybrydki. Czyżby to droga do nikąd? Przez chwilę wahamy się nawet czy nie zawrócić…
Ach, zaryzykujmy. Po jakimś czasie dojeżdzamy do pierwszych znaków kierujących na darmowy kemping na terenie Navajo Monument. Udało się! W nagrodę otrzymujemy możliwość wyboru jednego z wielu urzekających miejsc kempingowych. Robimy kilka rundek i wybieramy w końcu zacieniony plac otoczony pachnącymi cedrami. Scenariusz mamy ten sam co zwykle. Szybkie rozłożenie namiotu, kąpiel z użyciem galonowych butelek w zamkniętej łazience i wyłożenie na kempingowy stół wszystkich smakołyków.

Szybkie rozkładanie namiotu opanowaliśmy do perfekcji!

Szybkie rozkładanie namiotu opanowaliśmy do perfekcji!

I gdy tak zajadamy się tymi pysznościami, po raz kolejny zostajemy niebywale zaskoczeni. W popołudniowym słońcu dostrzegamy srebny pojazd Magdy i Daniela, z którymi zdążyliśmy się już nawet pożegnać wyjeżdżając z ostatniego kempingu. Jesteśmy sobie przeznaczeni na podróżniczej ścieżce! To dopiero niespodzianka! 🙂

#Dolina Monumentów
W drodze do Doliny Monumentów, parkujemy jeszcze pod naszą ulubioną “złoto-łukową” restauracją w wiosce Kayenta. Tym razem jest jednak inaczej. Pracownicy Mc’Donalds to więkoszości Indianie z plemienia Navajo. Dostrzegamy w nich lekki dystans i lęk do klientów (zupełne przeciwieństwo zwykle otwartych i gadatliwych Amerykanów). Na nasze pytanie czy jest na miejscu jakieś gniazdko, jeden z chłopaków spuszcza głowę i pospiesznie… znika.
Ruszamy dalej. Na horyzoncie wychylają się pierwsze monumenty skalne. Wydaje się jednak, że droga do nich jest jeszcze daleka. Przez chwilę towarzyszą nam nawet kolorowo odziani Indianie poruszający się konno wzdłuż trasy. Naszą uwagę zwracają również przydrożne stragany z robioną ręcznie biżuterią przez Indianki. Zatrzymujemy się i kupujemy po bransoletce. Trzeba wspierać lokalną twórczość 😉

Indianie Navajo

Indianie Navajo

Indianki sprzedające biżuterię.

Indianki sprzedające biżuterię.

W końcu przekraczamy słynną blaszaną tablicę wyklejoną naklejkami z całego świata z napisem: Welcome to Utah.

1 (721)
Pstrykamy pamiątkowe zdjęcie i chwilę później jesteśmy już w kolejce po bilecik na wjazd do Monument Valley Navajo Tribal Park. Niestety musimy uiścić kwotę za wjazd, gdyż roczny karnet na Parki Narodowe Ameryki nie obejmuje tego miejsca. W Visitor Centre tradycyjnie do kupienia pamiątki nawiązujące do Johna Wayne’a czy Forresta Gumpa.

...i mnóstwo pamiątek w Visitor Centre.

…i mnóstwo pamiątek w Visitor Centre.

Ulubiony punkt Wayne'a

Ulubiony punkt Wayne’sa.

Największą atrakcję stanowi według nas przejazd tzw. Scenic Road wśród czerwonych monumentów. Droga jest utwardzona lecz bardzo wyboista. Możemy zaryzykować i wybrać się na przejażdżkę autem z wypożyczalni (tak jak zrobiliśmy my), możemy podłączyć się do dużej, zorganizowanej wycieczki (nuda!) albo wynająć terenówkę (najlepsze rozwiązanie) lub konia (marzenie! Następnym razem na pewno! 🙂 ).

IMG_5648_HDR

IMG_2138

Droga zygzak ;)

Droga zygzak 😉

Widok na 3 najważniejsze monumenty dla Indian Navajo.

Widok na 3 najważniejsze monumenty dla Indian Navajo.

W końcu auto z wypożyczalni, można szaleć ;)

W końcu auto z wypożyczalni, można szaleć 😉

Do innych, równie ciekawych atrakcji należy na pewno kemping na przepięknym pustkowiu czy wybrane, malownicze trasy trekingowe. Szkoda, że musieliśmy jechać już dalej bo na pewno nie dopadłaby nas nuda na terytorium Navajo…
Zostawiając w tyle monumenty, zobaczylismy w lusterku, że pomału tworzy nam się znany krajobraz, który kojarzyliśmy z pewnego filmu 🙂 Nasze przypuszczenia potwierdziły również zaparkowane przy drodze samochody. Tak, to ta sama droga, którą biegł Tom Hanks w bestsellerowym filmie “Forrest Gump”. Wysiedliśmy z auta i przebiegliśmy się kawałek żeby chociaż w małym procencie poczuć się jak tytułowy bohater. To jest niesamowite. Pamiętam jak miałam kilkanaście lat i pierwszy raz oglądałam ten film. Niezwykle wzruszający ale jednocześnie tak doskonale obrazujący, że wszystko jest w życiu możliwe, jeśli tylko ogromnie się czegoś pragnie… My też wierzyliśmy w nasze marzenia i udało się je zrealizować.

Run, M&M'sy. Run!

Run, M&M’sy. Run!

1 (723)

#Moab
Jest takie miasteczko w Utah, do którego prawdopodobnie każdy zawita, kto planuje zwiedzanie parków narodowych i kanionów. Moab bowiem ma świetnie rozwiniętą bazę noclegową i stanowi doskonałe miejsce wypadowe do dalszych desytynacji. Jadąc malowniczą trasą US-191 warto zatrzymać się przy formacji sklanej w kształcie łuku – Willson Arch. Jest tuż przy drodze i o wiele mniej zatłoczony, niż zbiór słynnych łuków w PN Arches.

ing

o-matic

1 (727)
Przez dziesiątki śmiesznych kadrów wykonanych na Willsonie, do Moab dotarlismy późnym popołudniem. Jak zwykle nic nie rezerwowaliśmy, więc podjechaliśmy do naszego ulubionego McD z dostępem do darmowego interneciku, żeby wyszukać jakiś nocleg i przy okazji zjeść kolację. Wpatrzeni w monitory nie zauważylismy nawet, że jestesmy bacznie przez kogoś obserwowani. 5 metrów dalej stała Magda z Danielem z naszykowanym aparatem żeby uchwycić nasze zaskoczone miny. Nie umawialiśmy się, a znów na siebie trafiliśmy. No ale mówiłam już, że w końcu każdy do tego Moab przyjeżdża 😉 Dzień zakończyliśmy prostym grillem na znakomitym, nieco wiekowym kempingu za miastem… Zaczynam pomału rozumieć dlaczego kempingowanie jest dla Amerykanów niemalże jak “sport narodowy” 😉 Genialne chwile o których się nie zapomina.

#Arches
Przybijamy piątkę z Magdą i Danielem i jedziemy do Parku Narodowego Arches. W tym miejscu na ziemi, matka natura w wyniku procesu erozji piaskowca wyrzeźbiła całą gamę łuków skalnych przybierających różne kształty i rozmiary. Żar leje się z nieba, a my zabieramy się za eksplorację pierwszych łuków: Południowego i Północnego Okna, a potem pobliskiego podwójnego łuku.

1 (658)

1 (657)

Ścieżki pomału zapychają się od ilości zwiedzających, więc jedziemy na punkt widokowy na najważniejszy łuk skalny nie tylko w Arches ale i w całym Utah – Delicate Arch. Ciekawostką jest fakt, że łuk Delicate jest również symbolem występującym na stanowych tablicach rejestracyjnych stanu Utah. Przez chwilę zastanawaimy się czy podjąć się 3 godzinnej wędrówki w celu zobaczenia łuku z bliska, ale kilkudziesięciostopniowy upał podejmuje za nas ostateczną decyzję. Z perspektywy czasu jednak żałujemy trochę, że nie poszliśmy.

Delicate Arch w ujęciu dobrego obiektywu ;)

Delicate Arch w ujęciu dobrego zoomu 😉

Na deser zostawiamy sobie ogród diabelski ‘Devils Garden’ będący zbiorem kilkunastu łuków. Wyjeżdżamy z parku dostrzegając po drodze skały przypominające ludzkie twarze i zwierzęta. Zastanawiamy się jednak czy to nie złudzenie spowodowane zbyt długą wędrówką w upale 😉

IMG_2389

1 (659)

#Capitol Reef i Scenic Highway 12
Gdy opuszczamy PN Arches wczesnym popołudniem, stwierdzamy, że postaramy się nadrobić trochę kilometrów. Będziemy jechać dopóki starczy nam sił! 🙂 Naszym celem na dziś jest PN Bryce. Po drodze natrafiamy jednak na pierwszy z klejnotów, który zatrzymuje nas na dłuższą chwilę – PN Capitol Reef.

reef

IMG_5708

Nazwa parku powstała w wyniku znajdujących się na tym terenie białych kopuł skalnych, które kojarzą się właśnie z … Kapitolem w Waszyngtonie 🙂 Ciągłe ochy i achy wydają się nie mieć końca… Tymczasem płynnie wkraczajmy na jedną z najpiękniejszych tras w USA – Scenic Highway 12. Krajobraz zmienia nam się jak w kalejdoskopie: skały, pustkowie, zieleń i … wychodzące na trasę sarny i czarne krowy. W zachodzącym słońcu tworzy się niesamowity klimat. Na jakiś czas cichną rozmowy i głośna muzyka, a zastępują je widoki o jakich wcześniej nie śniliśmy.

Bajkowa trasa nr 12...

Bajkowa trasa nr 12…

IMG_2532

Po drodze mnóstwo śmiesznych zwierząt ;)

Po drodze zwierzaki pokazują nam język 😉

#Bryce
Niebo mieni się już tysiącem gwiazd gdy dojeżdżamy do PN Bryce. Zmęczone po całym dniu jazdy twarze ożywia nagle blask… fajerwerków. Auta zwalniają, zatrzymują się na poboczu. Nikt nie wie o co chodzi i z jakiej to okazji. My także zjeżdżamy na pobocze i wlepiamy oczy w fajerwerkowe show. Kilkanaście minut niebywałego spektaklu, jakby wziętego prosto z noworocznych pokazów. Takie przywitania to my rozumiemy! Na pierwszym kroku już +1 dla Bryce’a 😉

Fajerwerki z zaskoczenia.

Fajerwerki z zaskoczenia.

Teraz musimy zatroszczyć się tylko o nocleg. Dojeżdżamy do pierwszego kempingu. Od razu widać, że jest zatłoczony i nie mamy co liczyć na wolne miejsce gdy na zegarku wybija prawie północ. Ciemno, żadnej informacji o wolnych miejscach i kopert do uiszczenia płatności. Mimo wszystko wjeżdżamy na teren kempingu i ustawiamy się na jakimś większym polu. Formalnościami będziemy martwić się rano… Gasimy silnik, po omacku znajdujemy śpiwory, rozkładamy fotele i padnięci zasypiamy.
Wczesnym rankiem jedziemy sprawdzić co ma do zaoferowania jeden z najbardziej słynnych PN w USA. W międzyczasie fundujemy sobie luksus w postaci gorącego prysznica. 8 minut zbawiennego ciepełka za 2$. Teraz możemy zabrać się za zwiedzanie. Na wjeździe, od strażników otrzymujemy szczegółową mapkę po czym kierujemy się do pierwszych punktów widokowych – Sunrise i Sunset. Jest jeszcze w miarę wcześnie, turystów nie ma za dużo, a nam po chwili opadają szczęki na poniższy widok…

Wow.

Wow.

Kolosalna niecka przypominająca amfiteatr, który wypełniony jest charakterystycznymi wieżyczkami skalnymi, tzw. hoodoo’sami. Nie możemy się napatrzeć! Podobne widoki, tylko z innej persepktywy obserwujemy potem z punktu Bryce.

o-matic24

mich

rainb

dgb (2)

1 (734)

1 (731)

Park nas zachwyca, czasu jednak coraz mniej. Nie wiemy co robić. Czy zostać w Bryce jeszcze jeden dzień, zostawić auto, pójść na treking…? Czy jednak trzymać się pierwotnego planu zakładającego odwiedzenie na koniec objazdówki PN Zion…
Ostatecznie postanawiamy przedostać się tego samego dnia do PN Zion.
Po drodze trafiamy przypadkowo do darmowego Muzeum Little Hollywood, gdzie spędzamy w westernowym klimacie nieplanowaną godzinę 😉

west

kolazyk

IMG_5759

dgb (3)

1 (739)

1 (736)

#Zion
Robimy szybkie spożywcze zakupy i jemy po sałatce w McDonaldsie. Czy wiecie, że to właśnie wtedy podjęliśmy decyzję o powrocie do Polski? 🙂
Znaki drogowe kierują nas do ostatniego PN w Utah, którego zamierzamy zobaczyć i wiążemy z nim niemałe nadzieje.

sal

W Zion’ie są tylko dwa kempingi. My oczywiście nie mamy żadnej rezerwacji. Jest okres wakacyjny, a niektóre miejsca rezerwowane są nawet z rocznym wyprzedzeniem. Mimo wszystko podjeżdżamy pod budkę strażniczki pytamy czy są jakieś dostępne miejsca.
M&M’sy przybyły do właściwego miejsca o właściwej porze.

Kemping oczywiście pęka w szwach ale właśnie dostałam informację, że zwolniło się miejsce na polu grupowym. To jak bierzecie? – odpowiada uśmiechnięta strażniczka.
Pewnie, że bierzemy!!!
Odnajdujemy szybko miejsce, rozkładamy namiot, delektujemy się widokiem i ciągle nie możemy wyjść ze zdumienia, że udało nam się zdobyć taką świetną miejscówkę!

namiot

1 (740)

Podejmujemy także decyzje związane z trekingiem kolejnego dnia. Najchętniej poszlibyśmy zarówno szlakiem ‘Angels Landing’ jak i ‘the Narrows’ ale niestety nie starczy nam czasu. Ostateczny werdykt: the Narrows.
Wczesnym rankiem, odsuwam nasze namiotowe drzwi i przez kilka minut wpatrujemy się w skalny pejzaż. Widok przypomina mi bardzo zdjęcie z albumu ‘inspiracje’, który stworzyliśmy przed wyjazdem w podróż.

IMG_6162

Pakujemy nasz dobytek do auta i przeskakujemy do ekologicznego autobusu. Jak najbardziej popieramy zakaz ruchu samochodowego w parku! Już w autobusie widać kto wybiera się z nami na szlak. Dużo turystów wypożyczyło odpowiedni na szlak ekwipunek: drewnianą, długą laskę i wodoodporne, specjalistyczne buty. My zostaliśmy przy naszych butach trekingowych 😉 Trasa prowadzi wzdłuż koryta rzeki i praktycznie przez większość czasu wymaga brodzenia w wodzie, czasami nawet do wysokości ud. Te ‘trudy’ wynagradza jednak majestatyczny krajobraz kanionu w którym się znajdujemy. Niezwykłe doświadczenie. I choć po kilku godzinach wędrówki w lodowatej rzece myśli się żeby jak najszybciej wskoczyć w suche buty – taką przygodę, z takimi widokami chętnie powtórzylibyśmy jeszcze raz!

IMG_3095

1 (745)

1 (744)

1 (743)

1 (742)

1 (741)

Wyjechaliśmy z PN Zion w stronę Vegas. Po drodze zatrzymaliśmy się na opustoszałym ale wciąż czynnym kempingu. Trochę taka sceneria miejsca widmo. Dookoła pustynno-skalny krajobraz, zardzewiałe wiaty i podniszczone ławki, brudne łazienki z masą nieżywego, latającego robactwa… i do tego ten czarny, bezdomny kot, który pojawił się niewiadomo skąd.

vignwt

IMG_3187
W nocy obudziły nas silne podmuchy wiatru. Przez długi czas nie ustępował, a ja myślałam, że jeszcze moment i zdmuchnie nam nasz materiałowy dom…
Tak się na szczęście nie stało. Rano wyruszyliśmy do Vegas żeby oddać naszą niebieską chmurkę po 7 dniach wojaży i zamienić ją na jedno z kolejnych marzeń 🙂 O tym jednak w kolejnym poście, który już tworzy Michcio 🙂

Natomiast cała pętla po parkach narodowych zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Dogłębną eksplorację pojedyńczych parków poskromił nam na pewno czas, którego mieliśmy zdecydowanie za mało. Wiadomo – każdy dzień wypożyczenia auta również sporo nas kosztował. Dodatkowo podróżowaliśmy tylko we dwójkę, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na tygodniowe zwiedzanie wybranego parku. Złapaliśmy jednak namiastkę amerykańskich cudów natury i muszę przyznać, że ciężko je przebić czymkolwiek innym. W głowie rysuje mi się ogrom przestrzeni jaką zajmują poszczególne parki, kaniony, a także fascynacja nad sposobem ich powstania. Zastanawiam się czy tak samo zachwycały ludzi kilkaset lat temu. Przede wszystkim należy się również ogromny podziw do tego, jak Amerykanie podchodzą do ochrony i pielęgnacji swojej przyrody. Sposób w jaki organizowane jest zwiedzanie parku czy kanionu, dostępność darmowych map, czytelność znaków, perfekcyjnie zorganizowana baza noclegowa – moim zdaniem zasługuje na uznanie. Z takim podejściem prawdopodobieństwo zachowania odpowiedniego balansu w relacji przyroda = człowiek jest bardzo wysokie i na pewno przyszłe pokolenia na tym skorzystają, dalej ciesząc oko widokiem amerykańskich unikatów matki natury. Bo i jest czym.

300$ kary za pisanie na skałach.

300$ kary za pisanie na skałach.

ARCHWIUM

Translate »